13 grudnia 2024

38. Samotność, Strach i Zimny Grzejnik

Kiedy zjadłem zupę i zaspokoiłem głód, zaparzyłem gorącą herbatę, dodając plasterek cytryny. Zdawałem sobie sprawę, że już niedługo nie będę mógł cieszyć się jej smakiem. Świeże owoce i warzywa, zwłaszcza te egzotyczne, będą tym, z czym najszybciej przyjdzie mi się pożegnać. Jednak nie był to najbardziej palący dylemat, który zaprzątał w tej chwili moją głowę.


Popijając gorący napój, rozważałem wszystko, czego ostatnio doświadczyłem. Nie mogłem pojąć, jak to możliwe, że stało się to, co się stało. Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że to nierealne. Jednak wbrew temu, co sądziłem, to wszystko działo się naprawdę. Mimo że nie potrafiłem zaakceptować faktu, iż ludzie zniknęli, wszystko wskazywało na to, że jestem kompletnie sam.


Od wczorajszej nocy nie widziałem ani jednej osoby. Zamiast tego, widziałem porzucone samochody na środku ulicy, jakby ktoś jeszcze chwilę wcześniej siedział za kierownicą. Podwórka, chodniki i skwery były puste. Autobusy i tramwaje stały nieruchomo w połowie drogi, pozbawione pasażerów.


Co się stało? Jak do tego doszło? Czy to, co widziałem, było efektem zjawiska fizycznego, które można logicznie wyjaśnić, czy może oszalałem? Może leżałem gdzieś w szpitalu podłączony do respiratora, a to, co odbierałem jako rzeczywistość, było jedynie halucynacją umierającego pacjenta?


Najtrudniejsze było pogodzenie się z myślą, że już nigdy, najprawdopodobniej, nie zobaczę swoich bliskich. Szczególnie dręczyły mnie wspomnienia ostatniej rozmowy z żoną. Słowa, które wówczas wypowiedziałem, stały się teraz bolesnym proroctwem.


Nie wiem, ile trwały moje rozmyślania, ale w końcu poczułem się bardzo zmęczony. W pokoju jadalnym zrobiło się zimno, a ja wciąż siedziałem w swetrze. Wstałem od stołu, zostawiłem naczynia i przeszedłem do sypialni, by się położyć. Przyjemne ciepło, które biło od starego grzejnika, stanowiło miłe powitanie. Nie przejmując się porządnym ścieleniem łóżka, rozłożyłem kołdrę, zrzuciłem ubrania i wsunąłem się w miękkie posłanie. Czułem się jak w raju. Zasnąłem natychmiast, jakby ktoś zgasił światło.


Śniło mi się, że błądzę po ciemnym lesie, podczas gdy wokół szaleje wichura. Nagle coś mnie zmusiło do przebudzenia. Przez moment nie mogłem wyrwać się z tego dziwnego, półsennego stanu, jakby moja świadomość nie chciała powrócić do czuwania. Towarzyszyło temu nieprzyjemne uczucie przerażenia.


Kiedy w końcu uświadomiłem sobie, że spałem, zrozumiałem, iż potwornie zmarzłem. To nie były zwykłe dreszcze – czułem, jakby moje ciało rozpadało się na kawałki. Ogarnął mnie prymitywny, zwierzęcy strach. Odruchowo sięgnąłem po dodatkowy koc, który miałem pod ręką, ale to niewiele pomogło.


Przez chwilę nie mogłem pojąć, co się stało. Byłem pewny, że grzejnik działał, kiedy kładłem się spać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że skończyła się benzyna w agregacie prądotwórczym. To była prawdziwa przyczyna awarii i mojego lodowatego przebudzenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

51. Kalendarz i rachuba czasu.

To, że nie było internetu, nie oznaczało, że moje domowe urządzenia elektroniczne przestały mieć jakąkolwiek wartość. Przed chwilą miałem te...