Piłem herbatę z dużą ilością miodu i cytryny. Była gorąca, aromatyczna, a w jeszcze chłodnym powietrzu intensywnie parowała, roztaczając wokół zapach, który przypominał mi dawne, spokojne wieczory. Chwyciłem blaszany kubek, w którym ją zrobiłem, i z przyjemnością grzałem dłonie. Ten prosty gest stał się dla mnie luksusem, na jaki mogłem sobie pozwolić w obecnych warunkach.
Beznamiętnie wpatrywałem się w punkt gdzieś za ścianą, nie myśląc o niczym konkretnym. Znów popadałem w stan psychicznego odrętwienia. Mój zasób niedowierzania i oporu wobec nowych realiów powoli się wyczerpywał. Zaczynałem akceptować wszystko tak, jak było, bez zbędnych pytań czy prób zrozumienia. Pytania, które jeszcze niedawno zdawały się kluczowe, teraz stały się męczące i nie prowadziły do niczego konstruktywnego. Ważne było tylko przetrwać – kolejną godzinę, dzień, tydzień. Reszta mogła poczekać, o ile w ogóle miała kiedyś nadejść.
Wsłuchiwałem się w szum grzejnika. Nigdy wcześniej go nie słyszałem, a teraz każdy jego dźwięk wydawał się przerażająco wyraźny. Tykanie podczas nagrzewania i stygnących żeberek było nie do zniesienia. Nawet żarówka jarzeniowa pod sufitem zdawała się szumieć zbyt głośno, jakby chciała wypełnić ciszę, która mnie otaczała. Słyszałem bicie własnego serca, a dzwonienie w uszach przypominało mi, jak bardzo osamotniony byłem w tym miejscu.
Nie mogłem dłużej tego wytrzymać. Dreszcze przebiegały mi po plecach, choć jednocześnie czułem, że się pocę. Chciało mi się spać, ale obowiązki nie pozwalały mi na to jeszcze teraz. Wiedziałem, że powinienem zejść do piwnicy i sprawdzić rury, ale było mi wszystko jedno. Najważniejsze było wzięcie leków i odpoczynek, choćby przez chwilę.
Z dość dużym wysiłkiem odwróciłem się w stronę komody, na której leżała reklamówka z lekarstwami. Wysypałem jej zawartość na łóżko, założyłem okulary i zacząłem przeglądać opakowania. Pierwsze, co wpadło mi w ręce, to tabletki na bazie paracetamolu. Rozgrzewające, przeciwgorączkowe – idealne na teraz. Bez wahania połknąłem dwie, popijając herbatą.
Po chwili znalazłem antybiotyk, choć jego skład nic mi nie mówił. Mimo to, zgodnie z instrukcją, połknąłem jedną kapsułkę. Następną miałem wziąć za sześć godzin. Czułem, jak zmęczenie przejmuje nade mną kontrolę. Ściągnąłem buty i, nie przebierając się, wszedłem pod kołdrę. Odpłynąłem niemal natychmiast, mając nadzieję, że benzyny w generatorze wystarczy, aby utrzymać ciepło w domu.
Obudziłem się w całkowitej ciemności. Ku mojemu zdziwieniu agregat nadal pracował, choć benzyny w zbiorniku musiało być już bardzo mało. Wiedziałem, że muszę wstać i dolać paliwa, ale na myśl o wychodzeniu na zewnątrz przeszedł mnie zimny dreszcz. Byłem mokry od potu, co jeszcze bardziej zniechęcało mnie do opuszczenia ciepłego łóżka.
Leżałem tak przez pół godziny, próbując znaleźć jakiekolwiek inne rozwiązanie. Niestety, nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. W końcu, chcąc nie chcąc, zebrałem wszystkie siły i stanąłem na podłodze. Chłód natychmiast przeszył mnie na wskroś. Wiedziałem, że muszę się przebrać, zanim wyjdę na zewnątrz, ale każda czynność zdawała się wymagać heroicznego wysiłku.
Każdy drobny ruch przypominał mi, jak bardzo życie się zmieniło. Proste czynności, które kiedyś wykonywałem bez zastanowienia, teraz wymagały ode mnie całej determinacji. Ale musiałem działać. W tej rzeczywistości przetrwanie nie było opcją – było obowiązkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz