Podszedłem do lodówki i otworzyłem ją. Ku mojemu zaskoczeniu jajka nie zamarzły. Jak to możliwe, skoro w mieszkaniu było tak zimno? Po dokładniejszym przyjrzeniu się, stwierdziłem, że w lodówce nic nie zamarzło. Co więcej, miałem wrażenie, że jej wnętrze jest najcieplejszym miejscem w całym domu. Niesamowite – w środku było cieplej niż na zewnątrz. Byłem pod wrażeniem.
Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, jak to możliwe, że tam jest cieplej niż tutaj. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że już na samym początku, przy pierwszym uruchomieniu agregatu, wyciągnąłem wtyczkę z gniazdka, żeby zaoszczędzić trochę prądu. Skoro w kuchni nie było ogrzewania, to po co miałaby działać lodówka?
Zrozumiałem, że skoro lodówka zatrzymuje zimne powietrze w środku, nie pozwalając mu się wydostać, to musi działać podobnie w drugą stronę. Innymi słowy, to taki wielki termos. Mogłem w niej trzymać zarówno ciepłe, jak i zimne rzeczy. Byłem zachwycony tym odkryciem, szczególnie w tak trudnych okolicznościach.
Kiedy wziąłem jajka do ręki, sięgnąłem po dużą patelnię z suszarki nad zlewozmywakiem.
– Już prawie czuję zapach pysznego śniadanka – mruknąłem do siebie.
Postawiłem patelnię na kuchence gazowej i przekręciłem kurek. Czekałem, ale nic się nie działo. Usłyszałem tylko trzask iskry elektrycznej – gazu nie było. Już wiedziałem, że w ten sposób nie usmażę jajecznicy. Wiedziałem też, że nie zrobię tego w mikrofalówce – nie nadawała się do smażenia jajek.
Zacząłem zastanawiać się nad alternatywami i przypomniałem sobie, że gdzieś w domu powinny być jeszcze dwie stare, jednopalnikowe kuchenki elektryczne. Czułem się, jakbym cofał się cywilizacyjnie o kilka dekad. Niestety, rzeczywiście tak było. W wielu dziedzinach życia musiałem zaczynać wszystko od zera.
Nie mając innego wyjścia, ruszyłem do warsztatu teścia, który w tych warunkach jawił się jako tajemniczy sezam Alibaby. Jeszcze kilka dni temu patrzyłem na ojca żony z niechęcią, widząc, jak nie chce rozstać się ze swoimi rupieciami. Teraz miałem ochotę go błogosławić – bez jego „skarbów” miałbym jeszcze większy problem.
Stara kuchenka była brudna i zakurzona, ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Wytarłem ją jakąś starą skarpetką znalezioną po drodze i ustawiłem na blacie kuchennym. Gdzieś podświadomie czułem, że coraz mniej dbam o czystość i higienę.
Podłączyłem urządzenie do prądu. Od razu usłyszałem, jak agregat na dworze zaczyna pracować głośniej, próbując przystosować się do zwiększonego poboru energii. Po chwili kuchenka była gotowa. Z dumą ustawiłem na niej patelnię, wrzuciłem trochę smalcu i niezgrabnie pokroiłem połówkę cebuli. Gdy jej zapach wypełnił kuchnię, a kawałki zaczęły się rumienić, wbiłem cztery jajka. Nie wiedziałem, czy zdołam je wszystkie zjeść, ale traktowałem to niemal jak rytuał, próbując w ten sposób przybliżyć się do dawnej rzeczywistości.
Na koniec posoliłem i doprawiłem pieprzem, czując, jak w ustach zbiera mi się ślina. To był dobry znak – mimo choroby nie straciłem apetytu. Musiałem jeść, żeby odzyskać siły i dalej walczyć.
Talerz z jedzeniem ustawiłem na ławie w pokoju, gdzie było stosunkowo ciepło. Usiadłem na pufie i zacząłem jeść. Wszystko smakowało wybornie, nawet czerstwy chleb.
Zastanawiałem się, co zrobię, gdy skończy mi się pieczywo. Zabraknie go za kilka dni. Zawsze miałem chleb świeży, prosto z piekarni – ktoś piekł go dla mnie codziennie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Teraz byłem zdany tylko na siebie. Nie miałem pojęcia, jak upiec chleb, a wiedziałem, że będzie mi trudno rozstać się z jego smakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz