24. Potrzebowałem odpoczynku
Im bardziej zagłębiałem się w te myśli, tym mocniej gubiłem się w ich gęstwinie. Jeśli wszyscy naprawdę zniknęli… Wszyscy? Czy mogłem być tego pewien? To słowo wydawało się teraz nieskończenie szerokie, niemal abstrakcyjne. Mogłem jedynie stwierdzić, że w mojej najbliższej okolicy ludzie rozpłynęli się w nicość. Ulice były puste, domy ciche. Cisza zdawała się pulsować w moich uszach. Ale czy naprawdę na całym świecie nie było nikogo? Czyżby oprócz mnie nie został nikt, kto mógłby spojrzeć w nocne niebo?
Jednego byłem pewien – tutaj, wokół mnie, nie było żywej duszy.
Czy to możliwe, że ponad osiem miliardów ludzi rozpłynęło się w jednej chwili? Ta myśl była tak przerażająca, że aż nierealna.
Minęło siedem godzin, odkąd wyszedłem z pracy. Przez cały ten czas nie spotkałem nikogo. Nie usłyszałem żadnego głosu, żadnego odgłosu kroków, nawet szczekania psa czy miauczenia kota. Mój dom, mój bezpieczny azyl, wyglądał tak, jakby ktoś opuścił go w pośpiechu. Książka na stoliku, kubek na blacie kuchennym — wszystko było na swoim miejscu, jakby życie jeszcze przed chwilą toczyło się tu normalnym rytmem.
A jednak… mój świat przypominał rysunek kredką na papierze. Prawie rzeczywisty, ale pusty.
Coś we mnie krzyczało: „Nie! To niemożliwe! To nie może być prawda!”. Myśli wirowały chaotycznie, rozbijając się o siebie niczym fale podczas sztormu. Brakowało mi sił, by podjąć jakąkolwiek decyzję. Z każdą minutą czułem się coraz bardziej zagubiony.
Wytrzymałość mojego organizmu miała swoje granice. Po dwóch służbach i dwóch nieprzespanych nocach zmęczenie dawało mi się we znaki. Oczy same się zamykały, a myśli stawały się coraz bardziej chaotyczne. Z każdą minutą czułem się gorzej. Potrzebowałem odpoczynku.
Czy jednak mogłem sobie na to pozwolić? Czy w takiej sytuacji miałem prawo po prostu położyć się do łóżka, wiedząc, co się dzieje? Wszystko wokół wydawało się nierealne, jak surrealistyczny sen, z którego nie mogłem się obudzić. Pragnąłem odpocząć, choćby na chwilę, oderwać się od rzeczywistości. Ale jednocześnie coś mnie pchało do działania. Do wyruszenia w drogę – gdziekolwiek, byle przed siebie. Może znajdę odpowiedzi. Może kogoś spotkam.
Wiedziałem jednak, że zmęczony umysł nie potrafi myśleć logicznie. Działanie w takim stanie mogło prowadzić do nieodwracalnych błędów. Sytuacja była już wystarczająco zła – nie mogłem jej jeszcze bardziej pogorszyć.
Ostatecznie uznałem, że muszę się przespać, choćby na kilka godzin. W domu wciąż było ciepło i miałem nadzieję, że temperatura nie spadnie zbyt szybko. To powinno mi wystarczyć.
Zacząłem wykonywać rutynowe czynności. Wjechałem samochodem do garażu i zamknąłem go na klucz. Sprawdziłem drzwi wejściowe – kilkukrotnie, choć wiedziałem, że nikogo nie ma. Sam ten gest przyniósł mi odrobinę spokoju.
Przebrałem się w piżamę i położyłem do łóżka, otulając się dwiema kołdrami – swoją i żony. Miałem nadzieję, że to wystarczy, choć przeczuwałem, że jeśli temperatura drastycznie spadnie, żadne okrycie mnie nie ochroni.
Nie miałem pewności, czy w ogóle uda mi się zasnąć. Zmęczenie walczyło z niepokojem, który stawał się coraz silniejszy. Miałem dziwne przeczucie, że odpowiedzi, których szukam, mogą kryć się w moich snach. Może po przebudzeniu okaże się, że wszystko to był tylko kiepskiej jakości thriller?
Zamknąłem oczy i niemal natychmiast zasnąłem. Spałem głęboko, bez snów. I tego właśnie potrzebowałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz