21. Brak telewizji i radia
Im dłużej to trwało, tym głębiej docierało do mnie, że tracę kontrolę nad swoim światem. Nie mogłem już zaprzeczać – coś się stało. Coś, co wykraczało poza moje rozumienie. Napięcie wokół mnie zdawało się niemal metafizyczne, jakby pustka otaczająca dom była odbiciem czegoś znacznie większego.
Przed oczami znów stanęły nocne rozbłyski na niebie. Mogły oznaczać burzę na Słońcu, wybuch termojądrowy w stratosferze albo coś jeszcze gorszego, coś, o czym nie miałem pojęcia. Po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Może to rzeczywiście ingerencja obcych? Bo jak inaczej to wszystko wytłumaczyć?
Zdałem sobie sprawę, że cokolwiek się wydarzyło, już powinni mówić o tym w telewizji. Szybko wróciłem do domu i włączyłem telewizor, przekonany, że tam znajdę odpowiedzi, ale na ekranie Smart TV pojawił się jedynie komunikat: Brak sygnału.
Zaczynałem wpadać w panikę. Przeskakiwałem między kanałami z narastającą desperacją. Na wszystkich było to samo. Ostatnim odruchem nadziei była myśl, że może to tylko problem z anteną.
Zdecydowałem, że sprawdzę telewizor u teściów. Ich odbiornik podłączony był do anteny naziemnej, więc sytuacja mogła wyglądać inaczej. Liczyłem na choćby strzępy informacji. Jednak i tam czekał mnie ten sam komunikat: Brak sygnału. Jakby wszystkie stacje na świecie przestały istnieć.
Czułem, jak ziemia pod moimi stopami zaczyna się zapadać, a wraz z nią moja rzeczywistość.
Kompletnie roztrzęsiony sięgnąłem po ostatnią deskę ratunku – stare radio stojące w kuchni. Zwykle ignorowane, teraz wydawało się moją jedyną szansą na kontakt ze światem. Przekręciłem pokrętło i zacząłem przeszukiwać częstotliwości. Głośniki wypluwały z siebie jednostajny, przenikliwy szum. Żadnych głosów, żadnej muzyki, żadnych reklam. Przejechałem potencjometrem od jednego końca skali do drugiego – wszędzie czekała mnie ta sama głucha pustka.
Zastygłem, patrząc przed siebie, jakbym tam miał znaleźć odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech. Ogarnęło mnie coś więcej niż samotność – to było poczucie kompletnego odcięcia od świata. Niedowierzanie graniczące z paniką wpełzało mi pod skórę. Cisza była nie tylko fizyczna, lecz także psychiczna – miażdżąca, wszechogarniająca. Kurczowo trzymałem się jednak nadziei, że coś przeoczyłem, że zaraz znajdzie się jakieś logiczne wyjaśnienie.
Wyszedłem na podwórko, żeby zaczerpnąć powietrza, ale zamiast ulgi poczułem, że ciepłe, bezwietrzne słońce przytłacza mnie jeszcze bardziej. Dzień zapowiadał się pięknie, lecz to nie miało znaczenia. Świat wydawał się odrealniony, jakby ktoś wymazał z niego całą dynamikę, cały ruch.
Spojrzałem na ulicę. Zawsze o tej porze tworzył się tu korek – hałaśliwy, pełen klaksonów, ludzi spieszących się do pracy. Teraz – nic. Ani jednej ciężarówki, ani autobusu, ani nawet samotnego przechodnia.
Samochody, które rano widziałem porzucone na jezdni, wciąż tam stały. Jakby ich właściciele rozpłynęli się w powietrzu w czasie jazdy. Było to jak stopklatka w filmie – świat zatrzymany w groteskowym stanie zawieszenia. W normalnych warunkach pomyślałbym o wypadku, jakiejś gigantycznej awarii. Ale teraz? Teraz wyglądało to, jakby życie po prostu… wyparowało.
Spojrzałem na osiedle gierkowskich bloków po drugiej stronie ulicy. Jeszcze wczoraj roiło się tam od ludzi. Teraz przypominało zimną, martwą rzeźbę. Żadnych mieszkańców, żadnych odgłosów telewizorów, krzyków dzieci, szczekania psów. Nawet śmieciarki, które zwykle podjeżdżały ze zgrzytem do osiedlowych kontenerów, dziś nie nadjechały. Wielotysięczne miasto pogrążyło się w złowrogiej ciszy.
Jedynym dźwiękiem był delikatny szum wiatru i ćwierkanie ptaków. Normalnie te dźwięki uspokajały, ale teraz wydawały się… nie na miejscu. Jakby cała natura obojętnie przyjęła tę zmianę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz