20. Narastająca panika
Kilka godzin po tej kłótni żałowałem każdego słowa. Przyniosłem kwiaty, przeprosiłem i obiecałem, że już więcej tak się nie zachowam. Okazało się, że jest wspaniałą kobietą. Przytuliła mnie i powiedziała, że jestem nieznośny, ale mnie kocha.
Teraz jednak, siedząc w tej upiornej ciszy, każde słowo słyszałem na nowo.
Przerażająca pustka wypełniała dom, a ja czułem, jak coś ściska mnie za gardło.
Przecież ludzie nie znikają, bo ktoś tego chce.
Prawda?
A jednak…
Samotność ogarnęła mnie z siłą, jakiej nigdy wcześniej nie czułem. Była zupełnie inna niż wszystko, co do tej pory przeżyłem – zostawiła we mnie pustkę, której nic nie mogło wypełnić.
Pragnąłem, żeby wrócili, żeby znów pojawili się w moim życiu. Błagałem w myślach, by choć jedna znajoma twarz przerwała tę upiorną ciszę. Chciałem wierzyć, że to tylko sen, koszmarny, groteskowy żart. Niestety, to nie był żart, pustka była zbyt realna.
Każde wypowiedziane przeze mnie słowo wracało teraz jak echo.
I powoli zaczynałem wierzyć, że czasem życzenia spełniają się w sposób, jakiego nigdy nie chciałbyś doświadczyć.
Siedziałem w fotelu, czując się jak więzień we własnym umyśle. Myśli kłębiły się we mnie jak burzowe chmury, tłumiąc każdą próbę racjonalnego rozumowania. W końcu podniosłem się i rozejrzałem po mieszkaniu, instynktownie szukając czegokolwiek, co mogłoby wyjaśnić tę absurdalną sytuację. Co właściwie się stało? W głębi duszy czułem, jak coś we mnie pęka – niewidzialna, lecz fundamentalna struktura, która dotąd podtrzymywała mój świat.
Zwykle o piątej rano żona wstawała do pracy. Jeśli rzeczywiście wyszła, jej torebki nie powinno tu być, a łóżko powinno być starannie pościelone. Tymczasem wszystko pozostało nietknięte – torebka leżała tam, gdzie widziałem ją ostatnio, a pościel nadal była zmięta. Trudno było to zaakceptować, ale uznałem, że mogła wyjść w pośpiechu. Co takiego się wydarzyło? Chwyciłem telefon, by do niej zadzwonić, ale w słuchawce usłyszałem znajomy dźwięk – jej telefon wciąż był w domu.
– No jasne, nie odebrała, bo... jej tu nie ma – wymamrotałem, choć te słowa brzmiały bardziej jak oskarżenie niż wyjaśnienie.
Z nerwów ruszyłem do kuchni. Na stole leżał telefon teściowej – zwykle niezawodny sposób na szybki kontakt z nią. Jednak zamiast do niej dzwonić, postanowiłem spróbować połączyć się z siostrą żony, łudząc się, że choć ona odbierze. W słuchawce usłyszałem tylko ten sam, beznamiętny, długi sygnał. Cisza w mieszkaniu zaczęła zyskiwać złowrogi charakter, jakby cały świat przestał odpowiadać.
– No tak, czego innego mogłem się spodziewać? – mruknąłem pod nosem z gorzką ironią, jakby próbując nadać temu wszystkiemu absurdalny sens.
Narastająca panika zmuszała mnie do działania – mechanicznie, krok po kroku, nawet jeśli te działania wydawały się pozbawione logiki. Musiałem zapanować nad chaosem w umyśle, znaleźć choć odrobinę racjonalności w tej sytuacji. Może to tylko chwilowe zakłócenie? – powtarzałem sobie, szukając cienia nadziei w tej groteskowej pustce.
Wyszedłem na podwórko, by jak zawsze po dyżurze w pracy rozpakować samochód. Może rutyna przywróci mi poczucie normalności. Chwyciłem lodówkę turystyczną, przeniosłem ją do domu i zacząłem rozkładać jej zawartość. Brudne ubrania wrzuciłem do kosza na pranie. Każdy gest był wymuszony, jakbym udawał, że wszystko jest w porządku. Może teściowa zaraz wejdzie do kuchni i swoim spokojnym tonem zacznie organizować codzienność.
Przypadkowo zauważyłem, że samochód teścia nadal stoi w garażu, a więc nigdzie nie pojechali. Przynajmniej nie jego samochodem. Kolejna warstwa iluzji opadła, odsłaniając coraz bardziej przytłaczającą rzeczywistość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz