Silnik zaskoczył bez problemu i pracował równo, dokładnie tak, jak powinien. Wcisnąłem sprzęgło, wrzuciłem pierwszy bieg i ostrożnie ruszyłem. Z wrażenia aż się spociłem, ale prowadzenie nie było tak trudne, jak na początku mi się wydawało. Choć samochód był znacznie większy, zasady prowadzenia były identyczne jak w osobówce.
Przejechałem kilkanaście metrów w stronę bramy, po czym zatrzymałem się, wrzuciłem bieg wsteczny i cofnąłem do samych drzwi hangaru.
— Uff, udało się! — wyrwało mi się z ulgą, ciesząc się, że udało mi się nie wjechać w budynek.
Oczywiście pamiętałem, że nie mam kluczyków, by otworzyć magazyn w całości. Urządzenie, które chciałem zabrać, musiałem przesunąć ręcznie. Agregat był ciężki, ale dzięki pneumatycznym kołom udało mi się go podciągnąć do samochodu bez większego problemu. Po chwili zastanowienia zaczep maszyny znalazł się na haku. Wystarczyło teraz otworzyć bramę na oścież i wyjechać na ulicę. Zrobiłem to z wielką satysfakcją i dumą z własnych umiejętności radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach.
Mimo że drogi były kompletnie puste, poruszałem się ostrożnie i bardzo powoli. Czułem, jak samochód delikatnie huśta się pod naporem urządzenia, które ciągnąłem za sobą. W końcu, po przejechaniu przez opustoszałe jak grobowiec miasto, dotarłem na podwórko. Wysiadłem, odczepiłem agregat i przez chwilę zastanawiałem się, co dalej.
Do urządzenia dołączony był gruby kabel zakończony dużą mufą, najpewniej przystosowaną do zasilania kontenerów budowlanych. Wszystko wydawało się w porządku, poza jednym problemem. Aby korzystać z agregatu, musiałem mieć identyczną mufę w budynku, a takiej oczywiście nie było.
Z ciekawości spojrzałem na tabliczkę znamionową z boku urządzenia, by upewnić się, że napięcie wyjściowe jest zgodne z domową instalacją. Nie chciałem przez przypadek zniszczyć sprzętów w domu. Na szczęście wszystko się zgadzało, więc mogłem być spokojny. Pozostało tylko jedno — znaleźć sposób na podłączenie urządzenia bez wymaganej mufy. Chciałem, by prąd działał we wszystkich gniazdkach w domu, a nie tylko w jednym urządzeniu. Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie improwizacja w stylu MacGyvera — prosto, brutalnie, ale skutecznie.
Ruszyłem do garażu, gdzie znalazłem sekator do gałęzi. Widok narzędzia wywołał we mnie zadowolenie. Bez zastanowienia obciąłem wtyczkę kabla jednym szybkim ruchem.
— Cóż, trudno się mówi! — rzuciłem pod nosem, odrzucając odciętą końcówkę w krzaki.
Przyjrzałem się pozostałemu kablowi. W środku były trzy przewody o różnej grubości. Szybko rozpoznałem ich przeznaczenie: faza, zero i uziemienie. Dziękowałem sobie, że mam podstawową wiedzę o elektryce. Dzięki temu drobne prace w domu nie stanowiły dla mnie problemu, a to zadanie wydawało się w zasięgu moich możliwości.
Potrzebowałem teraz ostrego noża, by zdjąć izolację z przewodów. Odpowiednie narzędzie znalazłem w kuchni — mały kozik do obierania ziemniaków. Starannie przygotowałem wszystkie przewody. Następnie otworzyłem skrzynkę z bezpiecznikami i dokładnie się jej przyjrzałem, szukając przewodu zasilającego budynek. Zlokalizowałem go bez problemu.
Mimo że prądu i tak już nie było, ostrożnie dotknąłem przewodów wierzchem dłoni, upewniając się, że są bezpieczne. Po chwili pewności wziąłem śrubokręt i odkręciłem zaciski mocujące. Stary przewód podniosłem do góry i owinąłem taśmą izolacyjną — na wszelki wypadek.
Podłączyłem przewody od agregatu do zacisków, uprzednio zabezpieczając kabel sznurkiem, by nie wyrywał się z miejsca. Każdy przewód włożyłem w odpowiednie szczeliny i dokręciłem śrubki. Po zakończeniu tej części pracy ruszyłem do agregatu.
Najpierw odkręciłem nakrętkę zbiornika paliwa, by upewnić się, że jest pełny. Benzyna znajdowała się tuż pod korkiem, co oznaczało, że agregat powinien działać przez kilka godzin.
Znalazłem przycisk „start” i z uśmiechem przekręciłem kluczyk. Silnik zaskoczył równomiernym warkotem, a nic nie wskazywało na jakiekolwiek problemy. Ustawiłem optymalne obroty, a kątem oka zauważyłem, że w domu zapaliły się światła.
Czułem się, jakbym dokonał czegoś wielkiego. Agregat działał, a ja mogłem cieszyć się światłem i ciepłem w domu, wiedząc, że ta noc nie będzie ani zimna, ani spędzona w ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz