4. Nadchodzi koniec świata!
Staliśmy naprzeciwko siebie pod cichym, zimnym niebem, jakby łączyła nas jakaś mroczna tajemnica. Po chwili mężczyzna wzruszył ramionami, naciągnął kołnierz na szyję i ruszył w swoją stronę, jak gdybyśmy nigdy się nie spotkali. Jeszcze przez chwilę stałem w miejscu, patrząc za nim.
Po kilku minutach wszystko zniknęło, jakby nigdy nie istniało. Niebo odzyskało swój pierwotny, brudno-ceglasty kolor, rozświetlony jedynie blaskiem ulicznych latarni. Światło odbijało się od śniegu, tworząc znajomy, nieco ponury krajobraz wielkomiejskiej nocy. To było to samo niebo, które widziałem od lat — nijakie, z domieszką szarości i pomarańczu, jakby nasycone miejskim pyłem.
Cisza, która teraz panowała, była wszechogarniająca. Nawet śnieg, opadający z nieba, zdawał się spadać w zwolnionym tempie, jakby czas spowolnił swój bieg, otulając świat ciężką, nieruchomą kołdrą milczenia.
Patrzyłem na nieruchome drzewa i zaparkowane samochody, na które cicho opadały płatki śniegu, tworząc coraz grubszą warstwę białego puchu. Wszystko wokół zdawało się zamarłe, zatrzymane w tej zimowej scenerii. A jednak te światła, choć dawno zniknęły, wciąż żyły w mojej głowie. Ich kształty i kolory nieustannie tańczyły w mojej świadomości, jakby wryły się w pamięć, pozostawiając niezatarte ślady. Nie potrafiłem przestać o nich myśleć.
Coś we mnie nie dawało spokoju — te obrazy, te światła, nie chciały odejść. Nawet teraz, gdy wszystko wróciło do pozornej normalności, czułem niepokój, który nie opuszczał moich myśli. Każdy szczegół tej chwili — cisza, zimno, spadający śnieg — wydawał się naznaczony czymś niezwykłym, czymś, czego nie potrafiłem zrozumieć ani wyjaśnić. Stałem tam, w tej zamrożonej scenerii, a mój umysł wciąż nie potrafił uwolnić się od tego dziwnego tańca świateł, który nadal pulsował w mojej świadomości.
Zdałem sobie sprawę, że zniknięcie tego zjawiska przyniosło nie tylko ulgę, ale i nieodpartą tęsknotę. Zatopiony w myślach, obserwowałem, jak z każdą mijającą minutą świat powracał do swojej rutyny. Szare budynki, wcześniej rozświetlone w surrealistyczny sposób, znów przybierały znane mi kształty. Nocne życie miasta powoli się odradzało — słyszałem echa kroków przechodniów, ciche rozmowy i odległy szum tramwajów.
Jednak w moim sercu wciąż tkwiła nieodparta potrzeba zrozumienia. Pragnąłem dowiedzieć się, co się stało — co wywołało te światła i dlaczego zasiały we mnie ten niepokój. Zimny wiatr przyjemnie muskał moją twarz, ale nie mógł zmyć ciężaru, który spoczywał głęboko w moim wnętrzu. Musiałem znaleźć odpowiedzi. Może wśród innych ludzi, może w najbliższej kawiarni, gdzie ciepło i dźwięki rozmów mogłyby choć na chwilę złagodzić ten niewytłumaczalny niepokój.
Z wolna ruszyłem w stronę pobliskiego placu, czując, jak moje serce bije mocniej z każdą chwilą. Nocna Warszawa zyskiwała nowe barwy, nowe dźwięki, ale w mojej głowie wciąż krążyły te tajemnicze światła. Co one oznaczały? Czy były ostrzeżeniem, czy może nadzieją na coś, co miało nadejść? Odpowiedzi były dla mnie na wyciągnięcie ręki, lecz wciąż skrywały się w cieniu tej nieznanej, dziwnej nocy.
– Panie, co to było? Widział pan to?
– No, widziałem, jakże mogłem nie widzieć…
– To piękne było, jak choinka na Boże Narodzenie.
– A da pani spokój, pewnie broń atomową na orbicie testują. Nadchodzi koniec świata!
– E tam, broń atomową… przecież my nie mamy broni atomowej. I tu, nad Warszawą?
– Ja tam nie wiem, idę do kościoła się pomodlić i wam też radzę. To działanie szatana. Koniec świata jest już blisko.
– No zwariował, jakieś oszołom.
– Dobra, trzeba iść do domu, włączyć telewizor, pewnie będą o tym gadać.
– A może to UFO, co? Tylko że po co mieliby tu przyjeżdżać? Przecież w Polsce nic się nie dzieje.
– Może to nie UFO, ale coś niewyjaśnionego… Kto wie, może to zwiastun czegoś wielkiego?
– Pfff, jakie UFO! Już mówiłem, to może jakiś nowy eksperyment wojskowy, o którym nic nie wiemy.
– A jakby to było coś, co zmieni nasze życie? Może to znak, że coś się zacznie…
– Chyba trochę za dużo filmów science fiction. Chodźmy lepiej do domu, zanim mi się w głowie rozkręci.
Ich głosy zanikały, a ja stałem tam, wciąż pogrążony w swoich myślach. W ich słowach było coś absurdalnego, ale coś w tej nocy, w tej tajemnicy, ciągle nie dawało mi spokoju.
Spojrzałem na zegarek, który w cichym, niemal hipnotyzującym rytmie tykał na moim nadgarstku. W tym momencie wydał mi się czymś wręcz paradoksalnym. Mimo XXI wieku, mimo wszędobylskiej technologii, wciąż nosiłem na lewym nadgarstku stary, mechaniczny, nakręcany zegarek. Dziwny to widok, zwłaszcza w erze smartfonów i smartwatchów. A jednak coś w nim przyciągało moją uwagę – może to poczucie stałości, może delikatny ciężar, który przypominał o czymś trwalszym, niezmiennym. Zastanawiałem się przez chwilę, czy to ja jestem staroświecki, zbyt staroświecki na ten nowoczesny świat, który mnie otaczał. Czy naprawdę nie pasowałem do tego świata? A może to tylko zegarek był symbolem tego, jak czasami czułem się wyobcowany w rzeczywistości, która zmieniała się szybciej, niż byłem w stanie nadążyć?
– No dobrze, ja też muszę już wracać – mruknąłem sam do siebie i ruszyłem w stronę mojego osiedla.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz