05 grudnia 2024

30. Ogrzewanie było priorytetem.

W czasach, kiedy w naszym kraju nie mówiło się jeszcze tak dużo o ekologii i każdy palił czym chciał, dbaliśmy o odpowiedni zapas opału. Zwykle był to ekogroszek lub zwykły miał, czasami jedno i drugie. Teraz nie miałem pojęcia, ile z tego zostało, ale wiedziałem, że muszę to sprawdzić. Przeszedłem przez ogród, który wydawał się teraz obcy i nieprzyjazny. Jednak to wciąż było moje podwórko. Miejsce, które znałem. Musiałem przypomnieć sobie, że ja tu rządzę, i zacząć działać.


Szopa była zamknięta, lecz klucz wciąż wisiał w małej skrzyneczce w przedpokoju – drobna namiastka dawnego porządku. Gdy otworzyłem drzwi, wnętrze powitało mnie zapachem wilgoci i starego drewna. Na podłodze leżało kilka łopat miału – nędzny zapas, wystarczający może na jedno zasypanie pieca. Stałem tam chwilę, próbując zebrać myśli. Jak mogłem do tego dopuścić? A potem przypomniałem sobie: dwa lata temu oddaliśmy cały zapas kuzynowi ze wsi. Był w potrzebie, a nasza modernizacja ogrzewania wydawała się krokiem w przyszłość. Teraz żałowałem tej decyzji, choć w tamtej chwili była naturalna.


Odetchnąłem głęboko. Mój mózg natychmiast przeszedł w tryb poszukiwania rozwiązań. Nie było czasu na żal czy rozpamiętywanie. Każda godzina była cenna. Wtedy przypomniałem sobie o składzie opału na skraju miasta, przy rampie kolejowej. Kiedyś kupowaliśmy tam ekogroszek, a także tańszy miał. Teraz mogłem wybrać coś lepszej jakości – świat bez ludzi miał jedną zaletę: wszystko było dostępne.


Problemem był transport. Nie miałem dostawczaka ani przyczepy. Ale czy to naprawdę był problem? Na ulicach stały opuszczone samochody – puste, nieużywane. Mogłem wziąć którykolwiek. Ta myśl dodała mi otuchy. Musiałem tylko działać szybko. Zima nie czeka.


Zmęczony wróciłem do domu i usiadłem przy kuchennym stole, na którym wciąż leżały okruchy po ostatnim posiłku. Żona by mnie za to zrugała – zawsze dbała o porządek. Na tę myśl moje oczy zaszkliły się łzami. Wszystko bym oddał, żeby znów tu była, żeby choć raz usłyszeć jej głos, nawet gdyby miał być pełen złości. Potem zawsze się godziliśmy. Brakowało mi jej. Brakowało mi nas.


Spojrzałem na okno, przez które wpadało blade światło popołudniowego słońca. Cisza w domu była niemal namacalna, martwa i przytłaczająca. Miałem wrażenie, że słyszę dźwięki z zewnątrz – wiatr, skrzypienie gałęzi – jakby świat próbował przypomnieć mi, że wciąż istniał. Ale to już nie był ten sam świat. Był pusty, nieprzyjazny.


Zrozumiałem, że muszę działać systematycznie, krok po kroku. Ogrzewanie było priorytetem. Wstałem i poszedłem do łazienki. Odkręciłem kran, choć wiedziałem, że to bez sensu. Kilka kropel spłynęło do zlewu. W kuchni było to samo. Zatrzymałem wzrok na wskaźniku ciśnienia na piecu gazowym. Wskazówka opadła do zera. W tym momencie dotarło do mnie, że nie dam rady uruchomić starego pieca węglowego. Bez wody w obiegu centralne ogrzewanie było bezużyteczne. Oczywiście mógłbym przerobić instalację – zamontować naczynie wyrównawcze na strychu albo pod sufitem. Ale to wymagało czasu, a ja go nie miałem. Już teraz czułem przenikające zimno, choć byłem w kurtce. Co dopiero w nocy?


Muszę znaleźć inne rozwiązanie – pomyślałem. Przywieźć agregat prądotwórczy. Albo... Nie, najpierw opał.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

51. Kalendarz i rachuba czasu.

To, że nie było internetu, nie oznaczało, że moje domowe urządzenia elektroniczne przestały mieć jakąkolwiek wartość. Przed chwilą miałem te...